pffff... >> sobota, 10 stycznia 2009 23:47:51
...
Trzy Wiedźmy, Trzech Napaleńców i Złośliwa Nastolatka
komentarze [1]
... >> piątek, 24 października 2008 19:22:48
pfffff....
Trzy Wiedźmy, Trzech Napaleńców i Złośliwa Nastolatka
komentarze [0]
... >> sobota, 2 sierpnia 2008 22:53:39
...
Trzy Wiedźmy, Trzech Napaleńców i Złośliwa Nastolatka
komentarze [0]
pfffffffff... >> piątek, 1 lutego 2008 12:05:20
Jestem zbulwersowana faktem, iż raczono stwierdzić, że Dark Family porzuciła owego bloga! Temu kto odważył się to zrobić, należy się sroga kara!! :rzuca Cruciatusa, który przez przypadek trafia w Lucjusza ;p :
Trzy Wiedźmy, Trzech Napaleńców i Złośliwa Nastolatka
komentarze [1]
AS TOA cz.2 >> sobota, 24 czerwca 2006 22:36:26
- SEI!!! – desperacki krzyk Syriego spowodował (ku niezadowoleniu Kuroi), że wspomniana Seiferin szybko zeskoczyła z biurka i przybrała najnormalniejszą w świecie pozę.
- Ooo... Już jesteście... – powiedziała zdezorientowana sytuacją, spoglądając niepewnie na towarzysza.
-Wyobraź sobie, że tak... – powiedział z urazą kundel... znaczy się Syri.
Sonia kompletnie nie zwracając uwagi na odczucia swojego wujka (??? To jest twój wujek czy co to jest dla ciebie???), szybko ruszyła do przodu i z arystokratyczną manierą zaczęła:
- My się chyba jeszcze nie znamy? – spytała słodko.
-Otóż to... – powiedziała przymilnie Kuroi, waląc Luca pod żebra, delikatnie sugerując by przestał się głupkowato cieszyć i skorzystał wreszcie z tej arystokratycznej krwi która w nim płynie. –Może przedstawisz nam swojego uroczego towarzysza rozmów?
Syriemu i Remmiemu w tym momencie szczeny opadły do samej ziemi i obaj zaniemówili za chwilę (Vasp była dalej zajęta swoim nosem i nie miała czasu na takie bzdury).
-Pan zdaje się, pracuje tutaj, nieprawdaż? – spytał Luc prezentując korowód swoich białych zębów.
Sei zdawała się podzielać nastrój Syriusza i Remusa, gdyż stała oniemiała. Nie przypuszczała (tak jak pewnie cała reszta), że dożyje chwili w której ta trójka będzie dla KOGOKOLWIEK miła... Co prawda widziała Luca i Sonię wykorzystujących swoją arystokratyczność do osiągnięcia własnych korzyści, ale Kuroi zwykła korzystać z katany, a nie z savoir vivre... To było nader podejrzane...
-Jestem Lucas, owszem pracuję tutaj jak prawnik... – przedstawił się szatyn nie widząc nic złego w uprzejmości przybyłych.
-Ach... Prawnik... – Lucowi aż oczy zabłyszczały, o reakcji pozostałych zachwyconych pań (wraz z Vasp, która za pomocą różdżki wreszcie uporała się z własnym narządem węchowym) nie wspominając. Prawnik zdecydowanie bardziej odpowiadał ich oczekiwaniom niż więzień Azkabanu.
- To musi być bardzo stresująca praca... – Sonia nie rezygnowała ze swojego słodkiego tonu.
- I do tego wymagająca niebywałej inteligencji... – Kuroi szybko rzuciła pogardliwy wzrok w kierunku osoby uważanej przez siebie za „pchlarza” i powróciła do swojego miłego tonu.
W tym momencie obie panie rzuciły Lucowi znaczące spojrzenie.
- A może zjadłby pan z nami kolację, powiedzmy w piątek o 20? Oczywiście wraz z Seiferin i resztą rodziny...- kontynuował Luc ze swoim uśmiechem ale i z groźbą w oku, że lepiej dla niego byłoby się zgodzić.
- U nas... – dodała Kuroi podając mu kartkę na której zapewnie widniał adres.
W tym momencie Syri poczuł się jakby go znowu wsadzili do Azkabanu, sytuacji nie polepszył fakt usłyszenia:
- Z przyjemnością... A teraz państwo wybaczą, śpieszę się... – Lucas wyszedł z pokoju rzucając niepewnie spojrzenie na Blacka, który o mało nie uległ pokusie zamienienia się w psa i pogryzienia go oraz Remusa, która ostatnia siłą woli powstrzymał się przed rzuceniem na niego kilku klątw. Co jak co, ale sympatia skierowana do kogokolwiek przez Kuroi nie napawała go optymizmem, tym bardziej że ona nie okazywała sympatii prawie nikomu.
- No to Sei, może nam coś opowiesz o tej swojej pracy? – zaczęła Vasp, która wreszcie zainteresowała się sytuacją w pokoju.
Niestety nie była ona w stanie opowiadać o swojej pracy, przynajmniej chwilowo i wpatrywała się z niedowierzaniem w trójcę złośliwców rodzinnych, która to przed chwilą zaprezentowała iście arystokratyczne maniery bez cienia złośliwość, ironii i sarkazmu. Natomiast Syri przeżywał katusze gorsze niż w obecności całego sztabu dementorów. Staną oto przed antycznym wyborem albo pójdzie do domu hetery, albo Sei będzie musiała tam iść sama, a puścić jej samej nie zamierzał, tym bardziej że TEN facet tam będzie. Ale iść tam... Spojrzał na Remusa, u którego spodziewał się jakiegoś ratunku, ale ten z zaciętą miną wpatrywał się w zadowoloną Inu. Pchla... eee Syri westchnął ciężko. Ostatni raz w domu demonicy był na ślubie jej i Lunatyka, od tamtej pory skrzętnie omijał to zamczysko, pomagał mu w tym fakt, że wszyscy czuli się tam nieswojo i nikt nie palił się do przebywania tam, a i Kuroi nie była skora do przyjmowania gości w tamtym miejscu. A teraz zamierza tam wpuścić jakiegoś prawnika?
Trzy Wiedźmy, Trzech Napaleńców i Złośliwa Nastolatka
komentarze [0]
Ekhem >> wtorek, 25 kwietnia 2006 18:58:16
Powtórka z rozrywki
Trzy Wiedźmy, Trzech Napaleńców i Złośliwa Nastolatka
komentarze [0]
One more time... >> poniedziałek, 6 lutego 2006 15:57:04
Tia... mam wrażenie, ze juz to przerabiałam :> Dziewczęta czekamy na notkę :>
Trzy Wiedźmy, Trzech Napaleńców i Złośliwa Nastolatka
komentarze [0]
AS TOA cz.1 >> niedziela, 20 listopada 2005 16:15:28
Sobotnie popołudnie nieokreślone miejsce organizacji AS TOA (konspiracja musi być).
- Wiecie, co... Mam tego dość! Już tak dłużej nie mogę! – przez autora tych słów zostaje wypity łyk ulubionego Martini („mieszane, niewstrząśnięte”) - to zaczyna być denerwujące...
- Mnie tam wnerwia od początku – kolejna osoba organizacji popatrzyła się na swoją katanę
- Tylko jak go się pozbyć? Chyba nie chcesz TEGO użyć – platynowłaosy spojrzał się na miecz
- A czemu nie... – Mruknęła – na wszystko i wszystkich są sposoby.
- Ale może nie tak drastycznie, co? Bo żona jak się dowie wyrzuci mnie z domu.
- Upozoruje się wypadek. W końcu wypadki się zdarzają – uśmiechnęła się mściwie.
W tym momencie trzecia osoba płci żeńskiej nie cierpiąca pasów cnoty wyskoczyła na środek pokoju i zaczęła śpiewać:
- Nie mam do ciebie cierpliwości
To pewne, że już nie będę mieć
Minął termin twojej przydatności
Gwarancja nie obejmuje cię
Nie pozostawiasz mi wyboru
Na lepszy model zmienię cię
Nie potrzebuję w domu złomu dłużej, nie
- Przestań! To nie Idol! Zachowuj się! Tego wycia nie da się słuchać! – osobnik z męskim głosem zaczął grozić dziewczynie palcem.
Nie zważając na to piosenka była kontynuowana dalej
- Znów się zepsułeś
I wiem co zrobię
Zamienię ciebie
Na lepszy model
- Mówiłem ci coś! To straszne... Chwilami gorsze niż Cruciatus! – autorowi głosu podniosło się ciśnienie.
- Spokojnie Szwagrze... Twoja córka ma racje.
Pozostała dwójka była wyraźnie zdziwiona i teraz osoba z kataną zaczęła podśpiewywać:
- Znów się zepsułeś
I wiem co zrobię
Zamienię ciebie
Na lepszy model
***
Poniedziałek, droga do ministerstwa, miejsca pracy Seiferin, osoby wchodzące w skład wycieczki: państwo Malfoy, Lupin i pchlarz... eee znaczy Syri.
-Nareszcie zobaczymy jak pracuje Sei!- krzyknęła podekscytowana Vasp.
-Na Merlina! Ciszej! Ludzie się na nas gapią, jakbyśmy szli z megafonem!- rzekła konspiracyjnym szeptem Sonia, który to został całkowicie zignorowany wraz z właścicielką głosu.
-Akurat! Gapią się na heterę z mieczem!- wrzasnął Syri.
-Nie mieczem, tylko kataną, profanie!- krzyknęła oburzona Kuroi- I lepiej się zamknij, albo zmienisz status na „niedostępny na wieki”...- dodała z mściwym uśmieszkiem.
Syri aż się zapowietrzył ze złości, ale jako iż jego żony nie było jeszcze w pobliżu lepiej było się nie odzywać. W końcu dotarli do ministerstwa, oczywiście w asyście Vaspusiowych komentarzy, ten monolog towarzyszył im również w drodze do wydziału spraw zagranicznych, a gdy dotarli na właściwe miejsce, cała czwórka odetchnęła z ulgą (Vaspuś zorientowała się dopiero po przydzwonieniu nosem w drzwi, gdyż w tamtej chwili komentowała dywan i nie zawracała sobie głowy takimi detalami jak „rzeczy stojące na jej drodze”). Zresztą, nie tylko Vaspuś zatrzymała się w wejściu, również cała reszta defilady zatrzymała się. Na ich twarzach można było wyczytać: Vasp: ból i groźba każdym następnym drzwiom które się do niej zbliżą, Kuroi, Soni i Luca: mściwe uśmieszki i zbiorową złośliwą satysfakcję, Remmy: zdziwienie, pchla... eee Syri: niedowierzanie pomieszane z przerażeniem. A wszystkie te uczucia (no, prawie...) były spowodowane widokiem w tymże pokoju, a konkretniej widokiem Sei siedzącej na brzegu biurka z firmowym uśmiechem, okręcającej wypielęgnowane i błyszczące włosy wokół palca i wpatrującej się w jakiegoś szatyna, ku wielkiej radości pewnej części rodziny. Niestety tą sielankę przerwał czyiś krzyk...
Trzy Wiedźmy, Trzech Napaleńców i Złośliwa Nastolatka
komentarze [7]
"Sei tupie nogą i patrzy znacząco na siostry >> czwartek, 22 września 2005 21:27:23
Może ja mam bzika na punkcie kronik rodzinnych i innych takich, ale mi sie rodzina ostatnio strasznie obija.
Kuroi i Sonia juz dawno miały spisać nasza kolejną "przygodę", ale coś cały czas jej nie ma. Nieładnie :P
Remus miał im chyba pomóc, ale wybył gdzieś podczas ostatniej pełni... pewnie poszedł szukać babeczki :lol:
No, a Vaspuś ciągle tylko w muzeum siedzi, juz nawet zabrała się do przyprawiania Lucowi DWÓCH par poroża, nasz kochany pan Malfoy będzie niedługo wyglądał jak rasowy jeleń. Żonę ma tak zajętą "innymi rozrtywkami" ze nic dziwnego, że urwał się ostatnio z baru z jakąś zwariowaną pseudoartystką. Biedak nie wiedział, że panna ma zapędy w stronę sławy rodem z Big Brothera i pracę opublikuje w pewnej gazetce, efekty macie tu: http://www.playwitch.net/art/Lucius_bed3-by%20Liadan.jpg. Już ja widze jego minę jak Kuroi to zobaczy - jej katana ostatnio żadko wychodziła w pochwy :lol:
No to tyle o Vasp i Lucu.
Nasza złośliwa nastolatka (czyt. Sonia ;) ma ostatnio problemy w Hogwarcie. Pani Sprout przeszła na emeryturę i Zielarstwo objęła inna czarownica. Lady de Vadher. Chyba francuska, bo bardoz lubi marynowane ślimaki ;) W każdym razie o ile panią Sprout pamietam jako cąłkiem sympatyczna czarownicę, o tyle powyższa belferka jest czymś na kształt uzłosliwionej wersji pana SS. Napisałabym list z oburzeniem (bo Vasper by pewnie zapomniała - nie ma do tego głowy ;) ) do Dumbledore'a gdyby go ostatnio nie zabiła jakaś dziwna mugolka. Jak ja zabierali do św. Mungo to wrzeszczała coś o tym, ze jesteśmy tylko ksiażką - wariatka :| Mugole są dziwni :|
No w każdym razie trzeba bedzie coś z tą jędza od Zielarstwa zrobić. W ministerstwie w moim dziale łacznąści O.W.L. też mamy taką jedną. Hmmm..., musze pogadać z Lucem, może ma jeszcze jakieś kontakty ze "swoimi chłopcami" :lol:
Tak... co u mnie..., u nas właściwie :Sei spogląda kątem oka na pokornie siedzącego w kącie męża. Siri ma szlaban na wchodzenie do sypialni. Doprawdy widziałam, ze zrobili to Luc, Sev i Remmy, ale sądziłam, ze on nie da sie namówić, tymczasem otwieram dziś magazyn nowoczesnej czarownicy i co widzę?? Rozkładówkę z moim mężem! :oburzona: Pierwsze zdjecie to jeszcze nic! Tam miał na tyle przyzwoitosci by mieć na sobie bieliznę, za to to drugie! http://www.playwitch.net/sirius_interw.htm :Sei wypadło z reki pióro - naprawde ma ochotę walnąć w wiadomym kierunku jeszcze jednym Cruciatusem: (tak na marginesie pozdrowienia dla Luca, dzięki za lekcje z Crucio ;) ).
Po 5 minutach i próbie opanowania się...
No dobrze, a co u naszej demonicy? Jak juz mówiłam dawno nie używała katany, bo ostatnio wciąż pracuje - skąd ja to znam:/ Tak więc w związku z powyższym stwierdzam, że juz niedługo nasz rodzinny wilkołaczek moze mieć noc tresury. Sama nie wiem czy mu współczuć, czy cieszyć sie jego szczęściem :) Zapędy masochistyczne mojego szwagra są w rodzine dobrze znane :D Tak wiec na zdrowie Remmy - miłej nocy :D
Wasza Sei :)
Trzy Wiedźmy, Trzech Napaleńców i Złośliwa Nastolatka
komentarze [14]
APEL!!! >> czwartek, 7 lipica 2005 11:36:43
Czemu wy nic nie chcecie tu napisać??? ;(
Trzy Wiedźmy, Trzech Napaleńców i Złośliwa Nastolatka
komentarze [10]
Seiuś w akcji... >> wtorek, 7 czerwca 2005 17:02:19
:Sei oparła rękę na biodrze i patrzy znacząco na resztę rodzinki:
- No... Może tak ktoś pognałby trochę swoją Wenę i zabrał sie do roboty... Moja Saphir spisała ostatnie trzy notki, teraz wasza kolej aniołki... inaczej nam Rodowy Pamiętnik zamkną :P Kuroi, zawołaj tego swojego pijaka..., jak mu tam... Shiroi...? Sonia też byś mogła zagonic do roboty Tego-Którego-Imienia-Nie-Pamiętam... :> O Vasperce to ja nie wspomnę :> Nie dość, ze ostatnio tylko do Muzeum lata, a Luc zaniedbany w domu siedzi, to jeszcze nawet nie wiem jak mam nazywać jej Wenę, a co za tym idzie nie wiem kogo do roboty gonić ;P Jednym słowem - do dzieła panienki!!! ;)
Trzy Wiedźmy, Trzech Napaleńców i Złośliwa Nastolatka
komentarze [0]
Reaktywacja cz. III ;) >> wtorek, 10 maja 2005 15:04:58
Malfoy Manor – Salon Kominkowy – 2.55 w nocy.
Dwaj mężczyźni wywlekli się z trudem z kominka..., właściwie to ledwo co się przez niego przecisnęli..., a wszystko z JEJ powodu.
- Luc..., co za dużo to niezdrowo, ja chyba zwymiotuję...
- Trzeba było nie próbować mnie rolować próbując z NIĄ uciec, żeby mieć JĄ tylko dla siebie! – sapnął z urazą Malfoy, - teraz masz za swoje...
- Ty też chciałeś z NIĄ zwiać! – odparł tym samym tonem Siri.
- Ja mam do tego prawo... jestem zawodowym kanciarzem – odgryzł się na tyle, na ile miał sił. – A teraz zamknij się i chodź na sofę... dłużej nie utrzymam się na nogach...
Malfoy Manor – Salon Kominkowy – 3.25 w nocy.
Dwaj mężczyźni którzy z trudem się poruszali opadli w końcu ciężko na kanapę oddaloną od kominka o jakieś dwa metry.
- Luc..., ja chyba naprawdę zwymiotuję...
- Już to mówiłeś... – odparł z wysiłkiem Malfoy.
- Ale teraz zwymiotuję chyba po raz drugi... – wyjaśnił filozoficznie Black.
- Chcesz powiedzieć, że to coś w co się przewróciłem kiedy toczyliśmy się tu od kominka to nie był wylany sorbet...? – przeraził się Luc na tyle na ile miał sił.
- No..., jakby ci to powiedzieć... – zakłopotał się nieco Siri.
- Lepiej nie mów... szata do pralni... jak tylko dam radę ja zdjąć...
- Luc – odezwał się ponownie Siri.
- Co? – zapytał bez entuzjazmu Luc.
- Myślisz, że dziewczyny zauważyły, że nas nie ma...? – zastanowił się głośno i z wysiłkiem Black.
- Hmmm... – zamyślił się Malfoy, co w obecnym stanie wskazującym na spożycie sprawiało mu pewien kłopot, - kolacja była o ósmej... teraz jest po trzeciej... Nie wiem Siri..., nie zadawaj mi takich trudnych pytań, to nie OWuTeMy...
- No tak tylko się zastanawiałem, czy jestem już bezdomny...
- To się nie zastanawiaj bo ci ta biedna, samotna szara komórka popełni samobójstwo z przemęczenia...
- Fakt..., nie chcę skończyć jak ty... – zachichotał z trudem Siri.
- Widzę, że humorek dopisuje... – w ciemnym dotąd salonie zapaliło się nagle rażące światło kryształowych żyrandoli pełnych świec.
Mężczyźni zmrużyli gwałtownie oczy, kiedy ich wzrok przywykł w końcu do światła ujrzeli przed sobą nikogo innego jak Heterę...eee... znaczy Kuroi ;)
- Nieładnie tak się po nocy z NIĄ szlajać... – demonica odsłoniła w drapieżnym uśmieszku ostre jak żyletki kły.
- My wcale... – próbował zaprotestować Luc, jednak przerwała mu nim zdążył dokończyć.
- Ależ tak! Szlajaliście się, a mu tu miałyśmy histerię z podskakującą Sonią, prawda Remmy? – zwróciła się do męża który właśnie stanął w drzwiach. Lupin przytaknął niepewnie. – I tak macie więcej szczęścia niż rozumu... O dziwo dziewczyny wcale nie mają do was pretensji..., chociaż ja na ich miejscu rozszarpałabym na strzępy i urządziła Syberię – obaj mężczyźni spojrzeli na nią z szokiem malującym się w oczach.
- No, ale przecież w TYCH sprawach to ty jesteś bardzo liberalna... – zdziwił się Syriusz.
- Cicho bądź pchalżu! Liberalna, nie liberalna mąż ma słuchać żony! Prawda Remmy?! – po raz kolejny zwróciła się do małżonka. Lupin i tym razem przytaknął niepewnie... nie wiedział czy ma się cieszyć z nastroju żony, który wróżył nic innego jak pejczyk, czy też może smucić się z powodu przyjaciół i tego co miało ich czekać.
- Ale..., to znaczy, ze Vasp nie ma do mnie o NIĄ pretensji...?- zapytał z niedowierzaniem Luc.
- I Sei też...? – zawtórował mu Black.
- Nie..., one... hmmm... – uśmiechnęła się do siebie perfidnie, - moje mądre siostry zrozumiały swoje... błędne... pojmowanie JEJ sprawy i postanowiły wam to... zrekompensować... Tak wiec zostawiam was samych... te aniołki zaraz powinny tu przyjść – raz jeszcze wyszczerzyła się drapieżnie po czym zawołała Remmy’ego i znikła w zielonych płomieniach kominka.
Lupin przez chwilę patrzył z wahaniem to na roześmianych od ucha do ucha przyjaciół, to na kominek. Już otworzył usta by coś powiedzieć, kiedy w płomieniach pojawiła się głowa Inu, a gdzieś z oddali dobiegł go odgłos strzelania z pejczyka. Przełknął nerwowo ślinę i bez słowa ruszył do kominka.
Pozostali zacni małżonkowie, który poświecili Uroczą-Rodzinną-Kolację dla NIEJ niedługo czekali na swoje jakże urocze i szacowne małżonki. Po kilku minutach Vasp i Sei wkroczył do salonu pełnym erotyzmu krokiem i stanęły przed mężami z uroczymi uśmieszkami na twarzach.
- Wiemy gdzie byliście – zakomunikowała im beztrosko Seiferin.
- ...I nie mamy wam tego za złe... – dodała Vasp.
- ...Właściwie to chciałyśmy przeprosić... – Sei.
- ...Za te rygory i w ogóle... – Vasp.
- ...No i chciałyśmy wam to zacząć rekompensować... – Sei uśmiechnęła się promiennie.
- ...Właściwie to rekompensować co noc..., zaczynając od teraz... – wyjaśniła równie promienna Vasper.
- Ja... no cóż... – zaczął niepewnie Luc nie mogąc przestać się szczerzyć, - no... jest nam bardzo miło z tego powodu, ale... obawiam się, że dziś nie damy rady dizzowaniu... – wykrztusił wreszcie z żalem.
- Właściwie to chyba nawet nie uda nam się wstać z kanapy... – wyjaśnił do końca Siri. – Same rozumiecie... to przez NIĄ... – wyszczerzył się niewinnie.
- Ależ oczywiście skarbeńki... – siostry spojrzały na siebie porozumiewawczo.
- Poza tym nam wcale nie chodziło o dizzowanie... – wyjaśniła Vasp.
- To o co? – zapytał błyskotliwie Siri.
- O rekompensatę za te wasze wyrzeczenia w JEJ względzie... – wycedziła ze słodkim uśmiechem Sei, po czym skinęła na Vasp.
Pani Malfoy uśmiechnęła się perfidnie pod nosem i machnęła różdżką przed nosami mężczyzn. Po chwili tuż przed nimi pojawiła się nie ONA a jakaś setka ICH. W oczach czarodziejów błysnął szczery i głęboki strach.
- Ja nie dam dziś już więcej rady... – Luc pisnął z przerażeniem do Blacka.
- Ja też nie...zaraz znów zwymiotuję... – wymamrotał Siri blednąc nagle.
- No więc proszę panowie... – Vasp podsunęła dwie z NICH pod nosy obu panów, - ...KONSUMUJCIE! – rozkazała niebezpiecznym tonem.
- Właśnie... – roześmiała się złośliwie Sei patrząc na przerażonych sytuacją mężczyzn. – W końcu babeczka nie może się zmarnować!
Koniec!
Wasza Seiuś lol
Trzy Wiedźmy, Trzech Napaleńców i Złośliwa Nastolatka
komentarze [7]
Reaktywacja cz. II ;D >> wtorek, 3 maja 2005 18:59:49
Jednak Remusowi nie dane było długo cieszyć się spokojem. Już po chwili za pięknym witrażowym oknem rozległ się cichy hałas – cichy po nieporównywalny do rabanu jaki dźwięczał na górze. Lupin zmarszczył brwi i wstawszy podszedł do okna. W momencie kiedy otworzył jedno ze skrzydeł rozległ się czyjś pisk. W tym samym momencie jego właściciel, a właściwie, sądząc po barwie, właścicielka straciła oparcie w pędach dzikiej winorośli wijącej się po ścianie i poszybowała w dół...eee..., a właściwie to po prostu zaczęła spadać jak worek kartofli Przed upadkiem ochronił ją jedynie refleks wilkołaka, który w mgnieniu oka przelewitował postać do salonu.
- No i pocoś mnie lewitował! – warknęła wściekle, lecz nie za głośno Sonia otrzepując się z reszty liści i gałązek winorośli po której złaziła na dół.
- Mój terminarz jest dość napięty – zachichotał Lupin. – Raczej trudno byłoby mi znaleźć jakąś wolną godzinkę na twój pogrzeb – młoda panna Malfoy spiorunowała go wzrokiem wściekłej sklątki tylnowybuchowej do czego talent odziedziczyła po ojcu. – Można wiedzieć - zagadnął po chwili, - jak to się dzieje, że będą tu wciąż, sądząc po dźwiękach, demolujesz swój zabarykadowany pokój?
- Bo jestem utalentowana – odparła z wyższością, a po chwili wypaliła - Uciekam!
- Słucham...? – Remmy z trudem powstrzymywał się od parsknięcia śmiechem.
- Uciekam mówię! – wrzasnęła.
- A gdzie, jeśli można...?
- Tam gdzie się nigdy nie domyślicie i nigdy nie znajdziecie – na Nokturna! – buńczucznie oparła dłonie na biodrach i spojrzała na niego wyzywająco.
- I co tam będziesz robiła...? – zapytał Lupin z udawana powagą.
- Wszystko!!! – odparła niezmiernie precyzyjnie.
- Fajnie – podsumował z chichotem Remmy.
- Też tak uważam – odparła ze śmiertelna powagą. – I zdejmę w końcu ten cholerny pas cnoty!
Na to jednak Remus nie zdążył już odpowiedzieć bo w korytarzu rozległy się głosy i tupot nóg. Po chwili do komnaty wpadły trzy siostry... w tym jedna z piekła rodem ;)
- Mówiłam wam! Mówiłam! – wydarła się triumfalnie Kuroi. – Mówiłam, że tu będzie! – wymierzyła palcem wskazującym prosto w nos Soni.
- Soniu, nie ruszaj się! – zakomenderowała zdenerwowana Vasper wpatrując się w córkę stojącą po przeciwległej stronie sofy.
- - A właśnie, że będę się ruszać! - młoda panna Malfoy na złość matce zaczęła podskakiwać w miejscu.
- W Luca się wdała – uparty potworek. Mówiłam ci siostra żebyś się z nim nie żeniła, bo tylko katastrofę na świat sprowadzisz! – z gardła Kuroi po raz kolejny wyrwał się triumfalny i nieco szaleńczy śmiech.
Sei nie mogąc wytrzymać wysokości wibracji skrzywiła się nieznacznie, nie chcąc popsuć swego jakże starannego makijażu wieczorowego nad którym pracowała cala godzinę przed wyjściem – nigdy nie ufała magicznym sposobom na make-up ;)
- Przestań skakać! – krzyknęła po raz kolejny Vasper.
- NIE! – uparła się Sonia mimo, że zaczynała ją łapać kolka. – Będę tak skakać i koniec! A w ogóle to uciekam tam gdzie mnie nigdy nie znajdziecie – na Nokturna!
- Wiedziałam, że chce się hajtać ze Stforkiem! Wiedziałam! – wydarła się Kuroi.
Sonia spiorunowała ciotkę wzrokiem, jednak Kuroi nic sobie z tego nie robiąc zaczęła z tego triumfalnego śmiechu turlać się po ziemi.
Widząc to, Remmy’ego zamarł. Jak znal żonę to atak tak dobrego humory w tym momencie oznaczał atak bardzo złego humoru za jakiś czas. Przełknął nerwowo ślinę zastanawiając się gorączkowo nad tym gdzie ostatnio posiali ten seksowny pejczyk i skórzaną bieliznę...
- A może po prostu oddajmy jej ten kluczyk, co? – Sei zgłosiła swój wniosek na forum rodziny krzywiąc się coraz bardziej i martwiąc się nie o bębenki w uszach, ale o swoje nowiutkie soczewki kontaktowe w kolorze Lawendy-Rosnącej-Na-Kwitnąco-Zielonych-Alpejskich-Zboczach i zastanawiając się usilnie czy ich silikonowopodobna struktura wytrzyma histeryczny i naddźwiękowy śmiech turlającej się siostry.
- Mowy nie ma. Luc znów dostałby histerii z tego powodu – odparła zdecydowanie Vasp.
- Ale jego tu nie ma... – podpowiedziała chytrze Sei.
Vasper rozejrzała się gwałtownie po salonie i rzeczywiście zauważając nieobecność swego szacownego małżonka skupiła wzrok na Remusie który wciąż przyciskał lód do guza.
- Gdzie Luc?! – zażądała odpowiedzi. – Zaraz będzie Urocza-Kolacja-Rodzinna, a jego nie ma! – wkurzyła się.
- Eeee... – Remmy zaczął plątać się w zeznaniach. – Nie widziałem ich – wyrecytował wersję przykazaną prze Syriusza.
- Jak to ICH? – zainteresowała się Sei walcząc ze łzami które próbował wycisnąć z jej oczu ton śmiechu Kuroi – ten fakt przyprawiał panią Black niemal o histerię, bo użyła na ten wieczór zwykłej, a nie wodoodpornej masakry. – Gdzie Syriusz?! – zażądała odpowiedzi.
- Ja wiem gdzie oni są, ja wiem, ja wiem!!! Byłam za oknem i wszystko słyszałam!!! – Sonia wciąż podskakiwała w miejscu, jednak to podskakiwanie różniło się od poprzedniego stricte ideologicznie.
- Gdzie? – wzrok Vasper przeniósł się na córkę.
- Jak mi dasz kluczyk to powiem – zrobiła minkę najniewinniejszego z cherubinków.
- Daj jej ten kluczyk, Vasp – stwierdziła twardo Seiferin ukradkiem przyglądając się swojemu odbiciu w srebrnej zastawie stołowej stojącej na półce. Z ulga stwierdziła, ze jak dotąd wytrwała w swoim perfekcyjnym wyglądzie nad którym sporo się napracowała ;)
Na twarzy Vasp niezdecydowanie walczyło z determinacją. Raz jeszcze przejechała spojrzeniem po Sei poprawiającej kontur pomadki na ustach, udającej niewiniątko Soni, Remusie stojącym jak słup soli i pogrążonym w niecnych fantazjach erot....eee... no po prostu w fantazjach... oraz rżącej wciąż Kuroi.
- Dobra – odparła w końcu z twardą miną. – Dostaniesz kluczyk, ale najpierw gadaj gdzie Luc – Vasper zabrała się za twarde negocjacje z własną latoroślą.
- Oni poszli na lody! – wypalił nagle Remmy przewidując ewentualne konsekwencje z wydania się prawdy o NIEJ.
- A mówiłeś, że nie wiesz gdzie są... – Kuroi momentalnie przestała się śmiać i turlać po podłodze.
- Eeee... no wiesz kochanie... ten tego... no... Oni mi wcześniej mówili, że zamierzają iść na lody! – wymyślił na poczekaniu. Kuroi spojrzała na niego podejrzliwie.
- On KŁAMIE! – po raz kolejny wymierzyła palcem wskazującym w czubek cudzego nosa – tymi razem był to jednak nos męża.
- Nie prawda! – zaczął zarzekać się Remmy.
- Prawda! – wrzasnęła na niego Kuroi.
Sei która już od kilku sekund nie skupiała się na tym jak wygląda, ale na rozmowie krzyknęła nagle.
- Tu chodzi o NIĄ! Prawda?! – domyśliła się i z oburzeniem spojrzała na Sonię i Remusa.
- Nie mów Sei... przecież nie może chodzić o NIĄ... – przeraziła się Vasp.
- Ależ oczywiście, że musi chodzić o NIĄ – dołączyła się odkrywczo Kuroi. – Sei ma rację!
- To prawda Soniu?! – Seiferin wyrwała Vasper kluczyk z dłoni po czym, zaczęła nim dyndać przed oczami Soni niczym rasowy hipnotyzer... nie omieszkała się przy tym w nim przejrzeć.
- Prawda! – wyksztusiła panna Malfoy wyrywając ciotce kluczyk z dłoni i pędząc na górę w razie gdyby jej zakręcona rodzina rozmyśliła się co do zwrócenia jej wolności.
- Mówiłam wam... nie przesadzajcie z tym swoim radykalizmem w TYCH sprawach, bo wam to wyjdzie na opak... – odezwała się Kuroi głosem mentora wszechczasów.
- Cicho bądź! – Vasper walnęła ją poduszką prosto w twarz. – Nie znasz się rozpustnico!
- Właśnie, że się znam! To nie mój mąż zwiał dla NIEJ! – odgryzła się Inu.
- Właśnie, że się nie znasz!
- Właśnie, że tak!
- Właśnie, że nie!
- Właśnie, że tak!
- Cicho! – syknęła lodowato Sei. - Tyle razy mu mówiłam, żeby trzymał się od NIEJ z daleka... – warknęła sama do siebie. – Znosiłam INNE drobne przewinienia TEGO typu, ale miarka się przebrała! Koniec tego! Jak nie szanuje mnie i moich starań to wywalam go z domu!
- Właśnie! – dołączyła się zapalczywie Vasp. – Ja Luca też!
- Remmy idź sprawdź czy nie ma cię w jadalni – Kuroi słodko wyszczerzyła swoje kły do męża.
- Eee... jak to w jadalni, przecież jestem... – zaczął nieco zdezorientowany.
- No IDŹ mówię... – nadal szczerzyła się uroczo, jednak w jej oczach odbiła się „łagodna” perswazja.
- Aaaa..., no faktycznie... – uśmiechnął się nerwowo. – Tak, to ja idę sprawdzić... – ulotnił się z salonu.
- Nie rozumiem tej waszej obsesji na JEJ punkcie, ale niech wam będzie... – Kuroika wzruszyła ramionami i rozsiadła się na kanapie.
- Jak mu serce przez NIĄ wysiądzie to ja się nim nie będę zajmowała! – oburzyła się Sei nie bardzo słuchając tego co Inu ma do powiedzenia.
- Właśnie! – poparła ją Vasp i buntowniczo oparła dłonie na biodrach.
- Was chyba adoptowali... – Kuroi wzniosła oczy ku niebu.
- O co ci chodzi, co? – oburzyła się Vasper przyjmując bojową pozę.
- Nie podskakuj, siostra, ja wam próbuje pomóc! – odwarknęła Inu.
- A właśnie, że będę podskakiwać! – Vasp zaczęła podskakiwać w miejscu, tak jak wcześniej robiła to Sonia.
Kuroi spojrzała na nią jak na wariatkę... – czyli tak jak zwykła patrzeć na siostry i własne odbicie.
- Jak to chcesz nam pomóc? – Sei wróciła do tego co wcześniej powiedziała Inu.
- Normalnie – demonica uśmiechnęła się perfidnie. – Pchlaż i Luc dostaną za swoje, a wy będziecie miały z NIĄ spokój...
- A ty co z tego będziesz miała...? – zapytała podejrzliwie Vasp wciąż podskakując.
- Satysfakcję... – Inu rozmarzyła się już widząc w myślach efekt pognębienia obu szwagrów.
C.D.N.
Wasza Seiuś ;)
Trzy Wiedźmy, Trzech Napaleńców i Złośliwa Nastolatka
komentarze [4]
Reaktywacja cz. I >> środa, 27 kwietnia 2005 23:17:28
Malfoy Manor – wieczór w Salonie Kominkowym.
Jak każdej soboty także i tej państwo Malfoy’owie gościli w swym dworze zacne siostry pani domu przybyłe wraz z równie szacownymi małżonkami ;)
W czasie gdy żeńska część wraz z Lupinem wyszła do komnaty na piętrze by podziwiać i zachwycać się nowym pasem cnoty jaki Lucjusz kupił dla Soni, Siri i wyżej już wspomniany Luc siedzieli w milczeniu na kanapie i tempo wpatrywali się w ogień.
- Luc, przyznaj się... – Black z westchnieniem przerwał pełną napięcia ciszę, - ty też wciąż o NIEJ myślisz...
- Wcale nie! – obruszył się pan domu.
- Wcale tak!
- Wcale nie!
- WCALE TAK! – niemal wrzasnął Syriusz.
- No dobra... – mruknął w końcu niezadowolony i czerwony Malfoy. – Myślę o NIEJ cały czas! Zadowolony?! – warknął na poły wściekły na poły zakłopotany.
- Nie... – jęknął nieszczęśliwie Siri. – Ja już nie mogę tego znieść! – zawył żałośnie po chwili. – W nocy nie mogę spać, bo myślę o NIEJ w dzień nie mogę jeść bo myślę o NIEJ, wieczorem nie mogę myśleć bo... jestem głodny... no i też myślę o NIEJ! Gdyby Sei się o TYM dowiedziała... – urwał dramatycznie i ukrył twarz w dłoniach.
Luc poklepał go pocieszająco po plecach, jednak jego mina skazańca mówiła wszystko.
- A co ja mam powiedzieć...? – mruknął ponuro. – Sei przynajmniej nie rozszarpie cię za TO na strzępy, a Vasp? Ty jej nie znasz... – w jego szarych oczach odbił się strach, a w głowie pojawił się najgorszego narzędzia tortur na tym ziemskim padole - ...suszarki do włosów. – Jak się Vasper dowie to nawet to ostatnie afro będzie przy tym szczytem rozkoszy...
- Rozkoszy...? – zainteresował się Siri. – A ja myślałem, że ty nienawidzisz suszarki...
- Nie o TAKĄ rozkosz mi chodzi ty erotomanie! – warknął zniecierpliwiony Lucjusz.
- Aha... – skinął smętnie uświadomiony już Siri.
- Nie będzie co po mnie zbierać... – Lucowi zaczęło zbierać się na płacz.
- Ciiiichaj... – tym razem to Black poklepał go pocieszająco po plecach, co wywołało u Malfoya atak histerii.
Przez kilka minut chlipał z rozpaczą na ramieniu Syriusza, który nie bardzo wiedział co robić z tym fantem..., ponadto zaczął się tez zastanawiać czy rozpacz owa nie jest jedynie pretekstem by się do niego przytulić, bo w końcu był superhiper przystojny. Reasumując z ulgą przyjął fakt, że Lucjusz zdołał się w końcu opanować
- Co ty się przejmujesz... – zaczął w końcu niepewnie. – Ja będę miał w domu Syberię..., chyba, że Sei mnie z niego wywali, co jest niestety mocno prawdopodobne...
- Wtedy spotkamy się pod mostem... – westchnął Luc, po czym dodał. – O ile oczywiście uda mi się zwiać póki będzie jeszcze co ze mnie zbierać...
Przez kilka chwil słychać było jedynie trzaskanie polan w kominku. Dopiero kolejny jęk Siriego przerwał ciszę.
- Czemuśmy dali się wtedy skusić...? – zawył. – Kiedy rano się obudziłem po TAMTEJ nocy od razu wiedziałem, że popełniłem największy błąd swojego życia i że już nigdy nie będę potrafił o NIEJ zapomnieć – nie ma już dla nas nadziei, Luc!
- To nie nasza wina tylko ich! – zbuntował się nagle Malfoy. – Gdyby nasze żonki nie zaczęły podchodzić do TYCH spraw w tak radykalny sposób ton wszystko byłoby ok! Mielibyśmy spokój w domu, dizzowanie z nimi i JĄ! I wszystko byłoby cacy!
- Sei by na to nigdy nie poszła... wiesz, że ostatnio ma na TYM punkcie obsesję...
- ...I musiała zarazić tą obsesją Vasp – mruknął z niezadowoleniem Lucjusz. – A kiedyś Vaspuś była tak liberalna w TYCH sprawach... – rozmarzył się, - z pewnością wcześniej nie miałaby nic przeciwko NIEJ...
- Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale w TYCH sprawach to Hetera ma z nich najzdrowsze podejście – skrzywił się Syriusz.
- Fakt, - przyznał z niejaką zazdrością Luc, - Lupin czasem ma już dość, a ona sama niemal go do TEGO zmusza...
W tym momencie do salonu wkroczył wyżej wymieniony jegomość o imieniu Remus – znany tez jako mąż niejakiej Hetery... eee... znaczy Kuroi Jednak Lupin – czyli Remmy – nie wkroczył do salonu sam. Wraz z nim pojawił się w komnacie sporej wielkości guz widniejący na czole, do której wilkołak (ciiiii... to tajemnica rządowa ) przykładał kostki lodu.
- Kupiliście Soni piękny pas cnoty – roześmiał się.
- Co ci się stało? – zapytał bez entuzjazmu Black. – Hetera...? – wyraził głośno swoje przypuszczenia.
- Oj hetera, hetera... – roześmiał się Lupin, - tyle, że tym razem nie moja a Luca.
- Vasp..? - Malfoy otrząsnął się nagle z marazmu.
- Nie, ta młodsza. Vasper to przy niej anioł – Remmy mrugnął z rozbawieniem. – Soni chyba jednak prezent nie bardzo się podobał... Najpierw przymilała się do nas żeby dać jej kluczyk, a jak odmówiliśmy zaczęła rzucać w nas wszystkim co jej w ręce wpadło. – W tym samym momencie gdzieś na górze..., sądząc ze słuchu w rejonach gdzie duma i szczęście państwa Malfoy – żeby nie było wątpliwości, chodzi o Sonię ;P - miała swoje komnaty, nastąpił okropny huk, trzask i jeszcze kilka innych pięknych onomatopej. Wszyscy trzej mężczyźni spojrzeli w sufit. – Odgrażała się, że fortepian tez się nie ostanie i chyba właśnie spełniła groźbę – zachichotał Remus.
- Moja krew... – westchnął smętnie, lecz nie bez dumy Luc. – Czym dostałeś? – zwrócił się do wilkołaka.
- Kałamarzem w kształcie zwiniętego węża. Dziewczyny dalej z nią wojują, bo zabarykadowała się w pokoju i robi tam sajgon... Co zresztą słychać. – zachichotał kiedy na górze rozległa się kolejna wiązanka onomatopej. Spojrzał na obu mężczyzn, a widząc ich skazańcze miny zagadnął, – a wam co? Dalej nie możecie o NIEJ zapomnieć...? – wyraził przypuszczenie.
Siri i Luc spojrzeli na siebie posępnie i jedynie skinęli smętnie głowami.
- Przesadzacie... – Remmy uśmiechnął się pobłażliwie. – To była dla was tylko jedna TAKA noc. Ja to mam niemal na co dzień – znacie Kuroi i jej zdanie na TEN temat. Jako ekspert mówię wam, że zarówno ONA jak i TO wcale nie jest warte tej waszej tęsknoty.
- Łatwo ci mówić – naburmuszył się Luc. – Masz JĄ, wiec nie wiesz, jak to jest JEJ nie mieć...
- Ja tego dłużej nie wytrzymam! – zawył nagle Siri zrywając się z kanapy. – Luc, idziesz ze mną? – zapytał wyzywająco kompana, w jego oczach płonęło gorączkowe szaleństwo.
- Mówisz serio...? – zapytał niepewnie Luc, a jego pamięć znów przywołała obraz suszarki. – Jak Vasp i Sei się dowiedzą o tej nocy i o NIEJ...
- Trudno – zadecydował twardo Black. – Albo Sei mi wybaczy, albo wykopie z domu – odparł z determinacją.
- Dobra, idę! – odparł wreszcie Malfoy. Na jego twarzy malowało się napięcie. Nawet kiedy bawił się w Śmieciożerców z tym miłym czerwonookim Lordem, nie czuł się tak podekscytowany i przerażony jednocześnie. Adrenalina osiągała szczyty.
- Jakby dziewczyny pytały, to nas nie widziałeś – Syriusz przykazał przed wyjściem Remusowi, po czym wraz z Lucem zniknął w kominku.
- Jasne, jasne... – roześmiał się pobłażliwie Remmy rozsiadając się na miękkiej sofie.
c.d.n.
Wasza Seiuś ;P
Trzy Wiedźmy, Trzech Napaleńców i Złośliwa Nastolatka
komentarze [1]
Seiusiowe tortury kulinarne część II >> środa, 20 kwietnia 2005 22:27:57
-ŻE JAK???- krzyknęli razem Inu i Syri, po czym spojrzeli na siebie i szybko wybiegli z kuchni.
Wbiegli do dużego pokoju, gdzie zastali Remusa w fotelu z książką, a Sei nigdzie nie było widać.
-Gdzie moja żona!?- wrzasnął Syri.
-Poszła na zakupy, po tym jak zobaczyła te eksperymenta kulinarne, tak na wszelki wypadek, żebyśmy nie zostali bez kolacji- mrugnął Remus.
-Aha... – powiedział Syri.
-Znowu ten kundel, wilkołak i ta hetera...- mruknął Stworek przechodząc w pobliżu, po chwili dostał kopniaka od Kuroi.
-Kuroi! Nie kop Stworka!- krzyknął Remus.
-Przepraszam, następnym razem go posiekam.- powiedziała spokojnie Kuroi.
Nagle oboje z Syrim znieruchomięli, spojrzeli na siebie i ruszyli biegiem w kierunku kuchni (Remmy powrócił do swojej pasjonującej lektury). Wpadając do środka oboje wpadli w poślizg. Zaliczyli po drodze opakowanie jajek, mąkę i ciasto które zrobiła Vasp.
-HAHAHA!- usłyszeli głośny śmiech za sobą.
Sei akurat wróciła z siatkami i zaśmiewała się z białych od mąki, umorusanych jajkami i ciastem Kuroi i Syriego. Reszta również spojrzała na nich i wybuchnęła śmiechem.
-Co was tak bawi?- spytała z przekąsem Kuroi.
-Nic, ależ nic takiego...- powiedziała Sei ocierając łzy- Lepiej idźcie się umyć, zaraz kolacja!
-To jej wina!- krzyknął obrażony Syri.
-Akurat! To ty mi podłożyłeś te swoje kopyta pod nogi!- wrzasnęła Kuroi.
-No idźcie!- Sei wypchnęła ich za drzwi- A my bierzemy się za gotowanie…
Sei westchnęła ciężko i spojrzała z politowaniem na męża i siostrę, którzy jak tylko udało im się wstać zrobili sobie kolejną konkurencję. Tym razem nazywała się ona: „dobiegnę do łazienki szybciej niż TY, umyję się szybciej niż TY i wrócę do kuchni szybciej niż TY, a przy okazji postaram się CIEBIE zabić”.
- Dobra to bierzemy się do roboty – uśmiechnęła się Sei stawiając siatki na stole.
- Co kupiłaś ciociu? – zapytała Sonia zaglądając do pierwszej z nich.
- Właśnie Sei, co kupiłaś...? – poparł ja wchodzący do kuchni Lupin.
- Wszystko co najlepsze Remmy – uśmiechnęła się do niego.
- Eeee..., co to jest, Sei...? – zapytała nieco zniesmaczona Vasper wyciągając z reklamówki tajemniczą torebkę zawierającą coś, co przypominało kłębek czarnych nici, a etykietka głosiła Arame.
- Oooo! – ucieszył się Remus zabierając z rąk Vasper paczuszkę. – Miałem nadzieję, ze o nich nie zapomnisz, chociaż nie wpisaliśmy ich w listę zakupów – roześmiał się do Seiferin.
- Jakże bym mogła – odparła tym samym tonem i podała mu do rozpakowania drugą torbę.
- Ale CO to jest? – dopytała się niecierpliwie Vasper.
- Wodorosty – odparła z prostotą Sei. – Bardzo zdrowe – roześmiała się widząc minę siostry.
- Mamy też kiełki bambusa, zieloną fasolkę mung, polską kiełbasę – wyliczał Remus wyjmując zakupy z toreb, - i soję – zakończył z zadowoleniem.
- Nie będę jadł takiego świństwa... – mruknął z obrzydzeniem Luc znad kolejnego kieliszka martini.
- To wcale nie jest świństwo – zaprzeczyli chórem Remmy i Sei.
Malfoy senior obrzucił ich pełnym politowania spojrzeniem.
- Tak się zawsze idealnie zgadzacie, że jakbyście byli jeszcze erotycznie dopasowani to mielibyśmy najnudniejszą parę roku...
- LUC! – krzyknęła oburzona Vasper.
- To żeś jest idiota Luc to już dawno wiedziałam, ale żeś bredzący pijak to jeszcze nie... – odparła zniesmaczona Sei zabierając mu sprzed nosa martini i energicznym ruchem wylewając zawartość kieliszka do zlewu.
- VASP! – Malfoy oburzył się na potraktowanie go jak smarkacza i zawołał żone na pomoc.
- Ona ma rację – roześmiała się Vasp widząc jego minę. – Bredzisz jak za dużo wypiłeś, a teraz NA PEWNO za dużo wypiłeś.
- To może jednak weźmiemy się za gotowanie zamiast gadać... – wzrok Lupina padł na Lucjusza, - a niektórzy bredzić... – zachichotał.
- Jestem za! – zawołała z entuzjazmem Vasper.
Jej entuzjazm przygasł jednak nieco, kiedy przypomniała sobie co kupiła Sei.
- Nie będę tego jadła... – mruknęła pod nosem Sonia krzywiąc się.
W tym momencie do kuchni wpadli Kuroi z Syrim. Rzucając sobie wściekłe spojrzenia ruszyli w kierunku zakupów.
-No nareszcie coś jadalnego... –mruknął Syri idąc do pierwszego opakowania. Po chwili rozległ się wrzask dwóch „zaciekłych” wrogów:
-CO TO MA BYĆ??!!
-To jest zdrowa żywność.- powiedziała spokojnie Sei.
-Że jak? Co ja mam jeść jakieś wodorosty czy inne korzonka??- oburzyła się Kuroi.
-Pierwszy raz się z tobą zgadzam szwagierko, nie jestem jakimś gumochłonem czy czym tam- skrzywił się Syri.
-No co wy, to jest bardzo dobre jedzenie...- powiedział Remus.
-Doprawdy?- wysyczała wściekła Kuroi- Porozmawiajmy!- krzyknęła wyciągając Remusa z kuchni.
-Co ci strzeliło do łba? Nigdy nie jadłeś takich paskudztw!- wysyczała cicho Kuroi.
-No, Sei się namęczyła z tymi zakupami, chciała dobrze...- powiedział cicho.
-A ty zakichany pacyfistko, musisz udawać, że ci się to podoba?- warknęła.
-....
-Dobrze, skoro tak, to spróbuj tylko tknąć coś oprócz tego „zdrowego” żarcia- wysyczała Kuroi idąc w kierunku kuchni.
-Ale Kuroi...- próbował załagodzić sprawę Remus.
Kuroi nie słuchając go, weszła do kuchni, gdzie wszyscy oprócz Sei siedzieli z załamanymi minami.
-No, to idziemy do stołu!- powiedział Sei, śmiejąc się.
Wszyscy ruszyli, ale jak na ścięcie... Usiedli przy stole i spojrzeli na te specyfiki. Remus usiadł niepewnie obok Kuroi.
-Smacznego kochani!- powiedziała Sei biorąc coś dziwnego do ręki i nakładając sobie na talerz.
-No dalej Remusku- szepnęła złośliwie Kuroi- Bierz to ochydztwo i jedz!
Remus niepewnie wziął półmisek z wodorostami i nałożył sobie na talerz. Wziął widelec do ręki i zaczął jeść. Wszyscy patrzeli na ten widok w osłupieniu. Wydawać się nawet mogło, że Syri zaraz krzyknie „nie jedz bo się otrujesz!”, ale Remus dzielnie spałaszował swoją porcję. Tylko Kuroi dobrze go znając, mogła dostrzec delikatne zniesmaczenie na twarzy.
-Pyszne...- powiedział udając zadowolenie.
Reszta spojrzała na stół. W końcu jedna odważna Vasp sięgnęła po kotlety sojowe i nałożyła sobie na talerz, po twarzach reszty rodziny przemknęło przerażenie, a z oczu dało się wyczytać „masochistka”. Vasp powoli ugryzła kotlet i przełknęła, starając się robić dobrą minę do złej gry. Reszta spojrzała na nią współczująco. Reszta poradziła sobie w inny sposób, brała jedzenie na talerz, a gdy tylko Sei nie patrzyła, szybko zawijali jedzenie w serwetkę i pod stół. Nikt już nie odważył się tknąć czegokolwiek. Po kolacji część z pustymi żołądkami (Sonia, Kuroi, Luc i Syri), część zniesmaczona kolacją (Vasp i Remmy) oraz zadowolona z kolacji część (Sei) udali się do kominka.
-Ahh było pyszne, prawda?- spytała marzycielsko Sei.
-Tak, oczywiście...- przytaknął Remmy.
-Nigdy nie jadłem nic lepszego- powiedział Luc, lecz zabrzmiało to trochę mało wiarygodnie.
-Ani ja!- krzyknęła Vasp szturchając męża łokciem, żeby się przymknął.
Po chwili wszyscy znaleźli się w swoich domach.
U państwa Black:
-Syri, powinniśmy jadać tak częściej, nie sądzisz?- spytała słodko Sei.
-Eee... porozmawiamy o tym jutro kochanie- powiedział, zabierając Sei szybko do sypialni, przerażony perspektywą ciągłej głodówki. Kątem oka dostrzegł Stworka sprzątającego ich resztki spod stołu.
U państwa Malfoy:
-I jak smakowało kochana mamusiu?- spytała Sonia.
-Cicho!- Vasp była wyraźnie zła.
-Ojej czyżby zdrowa żywność ci nie przypadła do gustu?- spytał z uśmiechem Luc.
-Zamknij się!- krzyknęła Vasp i poszła do łazienki.
U państwa Lupin:
-Remus wyłaź z tej łazienki!- krzyknęła Kuroi.
-Zaraz... -rozległ się słaby głos zza drzwi.
-Zachciało ci się pacyfimu... Kiedyś się wykończysz przez to swoje dobre wychowanie!- krzyknęła Kuroi.
-Chyba już...- Remus cały zielony na twarzy wyszedł z łazienki, ale po chwili, z napędem torpedowym do niej wrócił.
-Ehh...- mruknęła niezadowolona Kuroi kładąc się spać.
Tej nocy Vasp i Remus spędzili pasjonujący czas w swoich łazienkach...
Seiuś & Kuroi
Trzy Wiedźmy, Trzech Napaleńców i Złośliwa Nastolatka
komentarze [5]
Jesteś już gościem w naszych mrocznych progach